15 węgierskich niespodziajek, czyli co mnie zaskoczyło na Węgrzech
Przyjechałam z przekonaniem, że jestem dobrze przygotowana do zmiany otoczenia i wyzbyta nadziei na pyszne wędliny i dobre piwo. Ba! Nie sądziłam, że da się mnie czyś zaskoczyć (tak prawdziwie; na tyle mocno, żebym to zapamiętała). A jednak.
Liczę, że 15 węgierskich niespodziajek nie będzie tylko ciekawostką znad Dunaju, ale także zbiorem obserwacji, które gdzieś_jakoś_pocoś się przydadzą.
15 węgierskich niespodziajek, czyli co mnie zaskoczyło na Węgrzech
1. CENY
Ceny na Węgrzech są ok. 30% wyższe niż w Polsce. Oczywiście są wyjątki - np. jedzenie w knajpach bywa w porównywalnych cenach, jak to w lokalach w większych miastach Polski, czy piwo/wino, które jest tańsze niż w Polsce. Ale za zwykłe buraki w markecie zapłacimy zamiast 1,6 zł, ok. 3,2 zł... (gdzie, tak na marginesie, różnica w cenie jest 100%).
Warto przy tym zaznaczyć, że Węgrzy wcale nie zarabiają lepiej niż Polacy, więc wiele produktów jest realnie drogich.
2. MAJONEZ
Mimo że na Węgrzech kupimy majonez, to jest on najzwyczajniej w świecie - niesmaczny. Oczywiście jest to zdanie całkowicie subiektywne, ale wszystkie znane mi osoby, które spróbowały kiedykolwiek majonezu WINNIARY albo Kieleckiego (albo tak naprawdę każdego wyprodukowanego w Polsce), zgodziły się ze mną w tej materii.
Na szczęście przepis na majonez jest łatwy, a składniki łatwo dostępne, więc przyrządzenie majonezu homemade może uratować niektórym życie.
Gwoli ścisłości raz na jakiś czas otwiera się w Budapeszcie kolejny sklep polski, w którym można kupić majonez Winniary albo Kielecki. Niestety rodzime sklepy mają problem z żywotnością na ziemiach węgierskich, więc alternatywne rozwiązania - wyroby homemade albo zapasowy słoik majonezu przywieziony z Polski - są konieczne.
3. KASZA gryczana/jaglana/pęczak/mazurska etc.
Idąc dalej tropem "spożywki", warto wspomnieć o kaszy. Kasze co prawda pojawiają się w węgierskich sklepach, ale 1) są raczej trudno dostępne (przynajmniej niektóre typy), 2) są relatywnie drogie.
Gdzie kupić kasze? W większości sklepów można dostać kaszę gryczaną niepalną (w cenie normalnej) i kuksus (prawie dwa razy droższy niż w Polsce). Z resztą bywa różnie...A tak na serio, to kasze są w działach BIO/EKO w supermarketach, drogeriach (Rossmann, DM) oraz w Aldim/Lidlu (w Lidlu są nawet - umiarkowanie smaczne - kaszowe mieszanki lunchowe!). Problem występuje w mniejszych marketach i sklepach osiedlowych. No i cena. Jako wielbiciel kasz wszelkiem maści moje serduszko płacze, że tak drogo...
Warto ogólnie zaznaczyć, że w sklepach jest dużo mniejszy wybór w zasadzie wszystkiego - dany produkt często jest jednej albo paru firm (parę a nie kilka).
4. LEKI
Pewne problemy z dostępnością można także odnotować w przypadku leków. Ogólnie medykamenty można na Węgrzech kupić w aptekach, które - stwierdzamy opierając się na dotychczasowych doświadczeniach - czynne są do 20.00. Ba! Popularnych środków przeciwbólowych (APAP, Ibuprom, aspiryna etc.) nie dostaniem w żadnej drogerii, kiosku czy supermarkecie.
*niestety nawet wyprawa do apteki, która w internecie była określona jako całodobowa, była fiaskiem - ok. 21 pocałowaliśmy klamkę. Póki co, wciąż wierzę, że są jakieś apteki 24h i jak je w końcu znajdę, to podzielę się tą informacją.
5. KIOSKI
To w sumie śmieszna obserwacja, bo mieszkając w Warszawie, nie przypuszczałam, że będę kiedykolwiek zwracać uwagę na "saloniki prasowe". Na Węgrzech kioski są, ale jest ich dużo mniej, niż w Polsce. Trochę mnie to zastanawiało, chociażby w kontekście czytelnictwa gazet. Ale prawdopodobnie Ci, którzy chcą kupić prasę drukowaną, wiedzą, gdzie to uczynić. A tak na serio, kioski są w centrach handlowych i na osiedlach (najczęściej w centrum osiedla, koło sklepu, apteki etc,), nie ma natomiast przy przystankach.
I teraz odpowiedź na pytanie, czemu nie przy przystankach?
1. Bilety na komunikację miejską kupuje się TYLKO w automatach. Niestety automaty nie są na każdym przystanku, ale zazwyczaj są w bliskiej okolicy.
2. Papierosy można kupić tylko w specjalnych sklepach.
3. Tak samo z kartami pre-paidowymi.
6. FAJKI

Papierosy można kupić na Węgrzech TYLKO w "Dohany nemzetibold". Sklepy takie są oznaczone w charakterystyczny sposób i jest ich na mieście dość dużo. Stety-niestety większość z nich jest czynna do 22. Sklepy, które przypominają nasze polskie "monopolowe" (fajki, alkohol, batony, chipsy i tzn. "popity"), niestety zamykają się przedwcześnie, chociaż oczywiście są wyjątki 24h. W przypadku alkoholu, napojów gazowanych i przekąsek, ratujące są sklepy nocne/całodobowe, które rzadko, bo rzadko, ale się zdarzają, a nawet kilka supermarketów Tesco jest otwartych przez całą dobę.
7. KARTY PRE-PAID
Niby nie powinno nikogo z Polski dziwić, że karty pre-paidowe nie są łatwo dostępne w każdym kiosku, ale jak przeprowadzałam się na Węgry, jeszcze takich przepisów nie było. Spotkałam się z opinią, że obcokrajowom jest ciężko kartę zarejestrować także w punkcie obsługi, chociaż moje doświadczenia są jak najbardziej pozytywne. W przypadku zakupy karty i jej aktywacji, warto wybrać się do punktu, który obsługuje wielu obcokrajowców - np. do centrum handlowego WestEnd albo Duna Plaza.
8. BRAK BILETÓW CZASOWYCH
W Budapeszcie nie ma biletów czasowych. Są jednorazowe, jednorazowe przesiadkowe, dobowe, tygodniowe, miesięczne etc.
Warto mieć na względnie dwie kwestie - zniżki studenckie (uczniowskie) obowiązują na bilety miesięczne (a nie jednorazowe), więc warto przeliczyć, czy z nasza zniżką nie opłaca się bardziej kupić bilet miesięczny, niż tygodniowy normalny.
Z biletem dobowym, tygodniowym etc. można jeździć także pociągami w ramach aglomeracji. Warto o tym pamiętać, jeżeli musimy (albo chcemy) pojawiać się w dzielnicach na pozór bardzo oddalonych od centrum i z fatalnym połączeniem pełnym przesiadek, ale pociągiem dostępnych w 10 minut...
9. GODZINY PRACY
Pomijając fakt, o którym przed chwilą wspomniałam, czyli występowalność sklepów całodobowych, warto pamiętać, że jeżeli sklep/urząd/muzeum jest czynne w Budapeszcie do np.18:00, to gak naprawdę o tej godzinie obsługa zamyka lokal od zewnątrz. Nie występują tutaj sytuacje, jak w Polsce, że wpada się na ostatnią chwilę, robi zakupy chwilę po oficjalnym zamknięciu, a obsługa wychodzi kwadrans po. Wiele razy zdarzyło nam się, że byliśmy wypraszani skądś 10-15 minut przed czasem.
10. OUTLETY
Węgry zdecydowanie nie są outletowym krajem. Niedość, że jest tylko jeden sklep tego typu pod Budapesztem, to ani cenowo ani asortymentowo nie powala. Znajomi Węgrzy wyjeżdżają na outletowe zakupy do Austrii, gdzie znajduje się ogromne centrum zakupowe tuż przy granicy.
11. NIESPIESZNIE
Wychowana w Warszawie i wiecznie spóźniona, nauczyłam się szybko przemieszczać po mieście. Wręcz do perfekcji opanowałam optymalizowanie podróży (za wyjątkiem punktualnego wyjścia z domu), dzięki czemu nie dość, że wiem którym wejściem wysiąść z metra, żeby jak najszybciej móc się przesiąść w kolejny środek komunikacji miejskiej, jak również szybko chodzę. Do tego zawsze idą po schodach ruchomych, a jeżeli jestem bardzo zmęczona stoję po prawej stronie (bo wiadomo - lewa wolna). W Budapeszcie (a tym bardziej w mniejszych ośrodkach na Węgrzech) pośpiech jest nie na miejscu. Jako jedyna biegam po schodach ruchomych i jako jedna z nielicznych nimi chodzę. Przemierzając ulice miasta, mijam pozostałych. Węgrzy się nie spieszą. Na ulicy, w komunikacji miejskiej, w sklepie - nigdzie!
12. POLONIA W PARLAMENCIE
W latach 90. została podpisana ustawa o mniejszościach narodowych (dzisiaj są to już po prostu narodowości), zgodnie z którą mniejszości, które zamieszkują tereny węgierskie w liczbie conajmniej 100 tysięcy od conajmniej 100 lat mają prawo się zrzeszać. Polacy spełniają te wymogi, w związku z czym nie dość, że mamy samorządy polskie (ogólnokrajowy, stołeczny i dzielnicowe), posiadamy Ogólnokrajową Szkołę Polską (to nie to samo co Szkoła Polska przy Ambasadzie, która podlega polskim przepisom), a także Polski Instytut Badawczy i Muzeum (nie mylić z Instytutem Polskim, który podlega władzy polskiej), to mamy swojego przedstawiciela w Parlamencie Węgierskim!
Tak, jak w Polsce jest dwuosobowa mniejszość niemiecka w sejmie, tak tutaj tych mniejszości/narodowości jest więcej. Aktualną Rzecznik Narodowości Polskiej jest pani dr Ewa Rónay.
O historii Polaków na węgierskich terenach jeszcze kiedyś napiszę parę słów ;-)
13.DR PO LICEUM
Na Węgrzech tytuł doktora nauk można uzyskać za pracę doktorską, ale także - razem z mężem*. Kobiety, zwłaszcza ze starszego pokolenia, nie tylko przyjmowały nazwisko męża, ale także imię. Aktualnie można spotkać różne wariacje tego zwyczaju, ale pierwotnie np. Katarzyna Orzech, która wyszła za mąż za dr Józsefa Bálinta, zamieniała się w Dr. Bálint Józsefné.
Co ciekawe: 1) w języku węgierskim po "dr" piszemy kropkę, 2) najpierw piszemy nazwisko, potem imię (co bywa problematyczne np. w międzynarodowych korporacjach, gdzie w różnych krajach się różnie podpisujemy, a jednocześnie Węgrzy często mają nazwiska będące imionami, więc występują takie osoby jak Balázs Bálint i Bálint Balázs), 3) końcówka "-né" oznacza kobietę, więc w zapisie całej "nazwy" zamężne kobiety, tak naprawdę będzie informacja, że jest kobietą dr Józsefa Bálinta (trochę to smutne, bo kobieta traci swoją autonomię i jest trochę uprzedmiotowiona).
*) w teorii pewnie razem z żoną także można byłoby zyskać tytuł, ale w mocno patriarchalnym społeczeństwie węgierskim nie wiem czy się to zdarza.
14. JĘZYK
Język węgierski uchodzi za absolutnie kosmiczny dla Polaków (i większości świata). Z grupy ugrofińskiej, z niczym się nie kojarzący. Nic bardziej mylnego! Słownictwo węgierskie w dużej części opiera się na słowach pochodzących z języków słowiańskich i z tureckiego.
Żeby nie być gołosłowną, podam kilka przykładów:
konyha - kuchnia
kulcs - klucz
cseresnye - czereśnie
ananas - ananas
szoknya - spódnica
pech - pech
Z języków słowiańskich często pochodzą słowa związane np. z kuchnią i domem, chociaż najbadziej podstawowe słowa wiążą się raczej z tureckim. A! Są też przykłady polskich słów pochodzących od ich węgierskich odpowiedników - tyczy się to np. słownictwa związanego z wojskiem.
15. POLAK-WĘGIER, DWA BRATANKI
I tutaj bardzo, bardzo miłe zaskoczenie! Węgrzy naprawdę bardzo lubią Polaków! Przypuszczałam, że powiedzonko "Polak-Węgier, dwa bratanki, i do szabli i do szklanki" miało rację byty w czasach PRL-u. Jednak przyjaźń polsko-węgierska, a może bardziej węgiersko-polska, ma się świetnie. Pomijając fakt, że często spotykaliśmy się z bardzo miłym odbiorem ze strony osób obcych (w tym także osób nie przepadających za imigrantami), to często po przyznaniu się do naszego kraju pochodzenia, w odpowiedzi słyszeliśmy jakieś polskie słowo, albo wręcz całe (!) powiedzonko o bratankach (wypowiedziane w języku polskim z minimalnym akcentem) albo (co jest moim prywatnym hitem) "Piwo to moje paliwo" (zasłyszane od nastoletniej Węgierki, która miała przyjaciółkę Polkę). Mało który Polak potrafi powiedzieć przypadkowo spotkanemu Węgrowi na polskiej ulicy "Jó napot", a Węgrzy mówiący "Dzień dobry" zdarzają się w Budapeszcie (i nie tylko) dość często ;-)
I żeby nie było wątpliwości - pozytywny odbiór zauważyliśmy w zupełnie przypadkowych miejscach i od zupełnie przypadkowych osób, niezwiązanych z Polonią węgierską etc. - notariusz przypadkowo znaleziony w internecie, ludzie poznani w barze na obrzeżach miasta albo "zmęczony życiem" pan przy parkingu w małym miasteczku.
Jest jeszcze parę rzeczy, które mnie zaskoczyły, ale w niemiły sposób. Napiszę o nich przy okazji wpisu o tym, czego nie lubię w Węgrach/na Węgrzech...
Miłego dnia!
A.